wybory

Wenezuela wybiera?

Wenezuela ponownie wybiera. W dzisiejszych wyborach do wzięcia jest 335 foteli merów/burmistrzów i prawie 2500 stołków w radach miejskich/gminnych.

Kampania wyborcza była zdominowana przez festyn cenowy, czyli zmuszanie przez rząd właścicieli sklepów – pod groźbą więzienia – do obniżania cen, często poniżej progu opłacalności. Wenezuelczycy oczywiście rzucili się na okazje – były kolejki, bójki między regałami, a czasem wszystko wyrywało się spod kontroli i dochodziło do najzwyklejszych grupowych kradzieży.

Nie będę ukrywał – sam na tym skorzystałem i kupiłem kilka twardych dysków, oraz telewizor znacznie taniej niż gdybym zakupy zrobił w USA.

Co nie zmienia faktu, że zachowanie prezydenta Maduro uważam za skrajnie nieodpowiedzialne i krótkowzroczne. Bo efekt jest oczywiście taki, że część ogołoconych z towaru sklepów już oficjalnie padła, inne są „zamknięte z powodów technicznych”.

Był festyn, zostali ludzie bez pracy.

Ale ludzie głupi nie są. Przynajmniej nie aż tak jak zakładają rewolucyjne władze. Bardzo budujące było to, że kilkakrotnie, w różnych miastach Wenezueli, dochodziło do buntów – i to nie tylko właściciele, czy pracownicy sklepów barykadowali się przed wojskowo-cywilnymi „komisjami weryfikacji cen”. Kilka razy zdarzyło się nawet, że to sami klienci, czyli kupujący przegnali tych którzy próbowali zmusić właścicieli do obniżki cen.

Ale rząd Maduro cel swój odniósł – w gorącym przedwyborczym okresie ludziska mówiły przede wszystkim o tym gdzie co można wyjątkowo tanio kupic, a nie o tym czego w sklepach nie ma.

Np. ja mam te kilka nowych twardych dysków, ale wciąż nie udało mi się zdobyć mąki na pierogi które chciałbym ulepić w święta. Z ciastami też będzie krucho, bo masła w sklepie nie widziałem od dwóch miesięcy. Choć nie, widziałem raz, ale kolejka była tak wielka, ze się poddałem w przedbiegu. Zwłaszcza, że masło było solone. Problemy są też z mlekiem, cukrem i olejem. Ze sklepów znikł też ostatnio majonez. Drobiu też nie ma.

W takich właśnie okolicznościach Wenezuelczycy udadzą się dzisiaj do urn.

Władza, jak to ma w zwyczaju, na pewno będzie oszukiwać. Zresztą już nawet nie próbuje zachowywać pozorów. Sam widziałem, jak moją ulicą jechał samochód Corpoelec, czyli państwowej firmy energentycznej, której pracownicy zrywali z latarni banery kandydata opozycji, tylko po to aby w ich miejsce powiesić baner kandydata rządzącej Zjednoczonej Partii Socjalistycznej Wenezueli. Sam widziałem jak jego ludzie dzisiaj prowadzili agitację, choć od wczoraj jest ona zabroniona. Nawet sam prezydent namawiał jeszcze dzisiaj w telewizji do głosowania na kandydatów „ojczyźnianych” i przeciw kandydatom „zdradzieckiej burżuazji”, dodając że masowe poparcie dla kandydatów partii socjalistycznej będzie „wspaniałym hołdem dla naszego wiecznego dowódcy, Hugo Chaveza.

A! Zapomniałem napisać o najważniejszym – zgodnie z dekretem Nicolasa Maduro 8 grudnia, czyli dzisiejszy dzień głosowania, jest oficjalnie Dniem Lojalności i Miłości Wobec Najwyższego Dowódcy Hugo Cháveza i Ojczyzny.

I nie. To nie jest żart! Tfu!

Ciekawe czy tym razem będą też oszukiwać przy samych urnach wyborczych, tak jak oszukiwali podczas ostatnich wyborów prezydenckich. Przywódca opozycji, Henrique Capriles Radonski, zapewnia, że kontrola obywatelska będzie tym razem jeszcze lepsza, ale myślę że to gadanie życzeniowe. Co może innego mówić?

Anyway. Dla tych co znają hiszpański krótkie wideo, pokazujące m.in. jak Maduro w ostatnich wyborach ukradł sobie prezydenturę:

Reklamy